PostHeaderIcon Ruch Zdzieszowice - Warta Poznań

Wcześnie rano pociągiem w kierunku Wrocławia rusza 5 fanatyków Zielonych. Humory wszystkim dopisują, więc nie wiemy, dlaczego inni pasażerowie omijali szerokim łukiem miejsca w naszym pobliżu. We Wrocławiu spędzamy trochę czasu i uderzamy na kolejną banę, która zawiezie nas do celu podróży. Droga jakoś mija i ponad godzinę przed meczem jesteśmy na zdzieszowickim dworcu. Udajemy się na stadion. Po wejściu dajemy znać rozgrzewającym się w pobliżu naszego sektora piłkarzom, że muszą dzisiaj wygrać. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania na sektorze odwiedza nas dwóch smutnych panów z ekipy filmowej. W sumie to sami uważali, że cała ta procedura jest bez sensu, ale ktoś z góry im kazał… Podczas meczu, co jakiś czas staramy się wspierać piłkarzy krótkimi okrzykami i przyśpiewkami. Miejscowych w młynie +-30. Prowadzą w miarę regularny doping. Piłkarze po raz trzeci z rzędu osiągają wyśmienity wynik 3-1 w plecy. Do płotu podchodzi sześciu z nich. Przybici, przygnębieni, jeden proponuje, żebyśmy odpuścili sobie jeżdżenie na wyjazdy, bo i tak wszystko przegrywają. Po meczu spacer na dworzec ze standardowymi punktami przystankowymi, jakimi są sklepy. Pociągiem docieramy do Wrocławia. Stąd udajemy się na Polski Bus, który zabiera nas do miejsca, gdzie 18 godzin wcześniej rozpoczęła się nasza przygoda. Na koniec jeszcze podziękowania dla kibiców Zdzichów za wodę w przerwie!
 

PostHeaderIcon Szalik WYJAZDY , WSPOMNIENIA ,IMPREZY, PRZYJACIELE dostępny od teraz w naszym sklepie !

Cena 25zł sztuka

W sprawie zakupu oraz pytań prosimy skorzystać z formularza w zakładce Kontakt

 

PostHeaderIcon Warta Poznań - Calisia Kalisz 1:3

W młynie około 30 osób. Doping prowadzimy przerywany. Pod koniec meczu bawimy się mimo klęski piłkarzy. Ci schodzą do szatni pobici przez drużynę z dołu tabeli, ale mimo tego słyszą głośne „nic się nie stało!”

 

PostHeaderIcon Bytovia Bytów-Warta Poznań 15.03.14 sobota

Mecz w Bytowie nie przyciągnął zbyt wielu chętnych. Skomplikowany dojazd i co za tym idzie stosunkowo wysoki koszt wyjazdu spowodował, że rano na dworcu melduje się 3 Warciarzy. „Uzbrojeni” w odpowiednie napoje ruszamy pociągiem w kierunku pierwszego przystanku - Szczecinka. Gdy jesteśmy na miejscu zapada decyzja o odwiedzeniu stadionu, na którym tego dnia swój mecz rozgrywa Wielim Szczecinek. Obiekt oglądamy od zewnątrz i przez kraty, ponieważ nie ma możliwości dostania się na trybunę. Tak wcześnie przed meczem nie widać na mieście żadnych miejscowych kibiców(możliwe, że również przez pogodę). Po „dozbrojeniu” się w sklepie ruszamy na kolejny pociąg – tym razem do Miastka.Nie działa w nim ogrzewanie, ale polskie koleje nas chyba niczym już nie zaskoczą. W Miastu, podobnie jak w Szczecinku, mamy sporo czasu i tak jak wcześniej odwiedzamy miejscowy obiekt piłkarski. Trzeba przyznać, że zmysł konstruktorski mają tam dość specyficzny, bo jeden rząd krzesełek jest skierowany na… zaorane pole. Z Miastka PKSem udajemy się do celu naszej podróży. Tu chyba postanowili wynagrodzić nam marznięcie w ostatnim pociągu i autobus jest rozgrzany do niewyobrażalnej temperatury. W sektorze gości meldujemy się w 10 minucie meczu. Ochroniarki nie robią zbędnych problemów na wejściu. Chwilę po wyjściu naszych grajków na prowadzenie zaznaczamy, że „Jesteśmy zawsze tam…” . Mało ciekawe, nudne widowisko przy nieprzyjemnym, silnym wietrze kończy się klęską naszych gwiazd 1-3. Po meczu tradycyjnie uciekają do szatni bez choćby spojrzenia w naszą stronę (Pozdro dla Artura Marciniaka, który poklaskał nam zaraz po naszym pojawieniu się na sektorze. Wierzymy, że gdyby nie czerwona kartka, to chociaż Ty byś podszedł do płotu zamienić z nami słowo). Po meczu jeździ za nami auto z tajniakami, ale szybko gubimy tępaków. Zmęczeni wracamy PKSem bezpośrednio do Poznania i tak kończy się nasz pierwszy wiosenny wyjazd. Obecni na pewno nie żałują tej ciekawej wycieczki. Pozdro dla (W)ariatów